Zimą w gabinecie bardzo często słyszę pytanie – “Dlaczego czuję, że moja skóra jest w ogniu?” Pacjenci opisują narastające pieczenie w obszarze policzków, długo pozostający rumień, rozszerzenie naczyń krwionośnych przypominające “pajączki”, a pacjenci z trądzikiem różowatym – zaostrzenie zmian zapalnych. Okres zimowy jest najbardziej wymagającym dla skór naczyniowych i wrażliwych. Dlatego warto zrozumieć mechanizm, który stoi za tymi objawami – wtedy możemy działać skutecznie, a nie tylko doraźnie.
Skóra naczyniowa to skóra o nadreaktywnym układzie mikrokrążenia. Naczynia krwionośne z różnych powodów rozszerzają się zbyt łatwo i zbyt szybko, co wpływa na ich kruchość. W warunkach zimowych proces ten zaostrza kilka czynników.
Gwałtowne zmiany temperatur
Przechodzenie z mrozu do mocno nagrzanych (często przegrzanych) pomieszczeń, powoduje intensywne obkurczanie i rozszerzanie się naczyń. Można by pomyśleć, że w ten sposób się wzmacniają i jest to dla nich swoisty trening – nic bardziej mylnego. Zbyt gwałtowne zmiany temperatur prowadzą do utraty elastyczności ściany naczyń, przez co te kruszą się i zostają poszerzone na stałe. Na twarzy widzimy to w postaci trwałego rumienia lub “pajączków”.
Niska wilgotność powietrza
To, co wcześniej, czyli przegrzane pomieszczenia. Zimą bywają dni o wysokiej wilgotności, jednak przez większość czasu powietrze jest mroźne i suche. W budynkach natomiast jest ciepłe i suche, przez co obydwa czynniki prowadzą do wysuszenia śluzówki oraz zaburzenia bariery hydrolipidowej. Wzrasta przeznaskórkowa utrata wody, a układ odpornościowy jest mniej wydajny, dzięki czemu jesteśmy bardziej narażeni na infekcje wirusowe czy bakteryjne. Układ immunologiczny skóry również będzie obciążony – pojawiają się zastoje limfatyczne oraz zwiększa się stan zapalny, co skóra może manifestować wysypem krost czy utrwalonym rumieniem.
Wiatr i mróz
Te czynniki działają jak mikrouraz. Uszkadzają warstwę rogową i zwiększają wrażliwość zakończeń nerwowych w skórze, przez co uczucie pieczenia potęguje się. Dodatkowo sprawa pogarsza się, gdy w pielęgnacji stosujesz kremy na bazie wody – ta, zamarzając na skórze robi jeszcze więcej krzywdy.
Promieniowanie UV
No tak – to pojawia się zawsze. I właśnie dlatego krem z filtrem powinien towarzyszyć nam bez względu na pogodę. Już nieważne są te chmury, które przepuszczają UVA niszcząc kolagen w skórze, ale pomyśl o mroźnym, ale słonecznym dniu. Promienie słoneczne odbijające się od śniegu to prawdziwe zagrożenie dla skóry, można je porównać do działania z podwójną siłą. Wtedy nie tylko nasilają się zmiany pigmentacyjne, ale także rumień, który może zostać utrwalony i zmiany trądzikowe lub potrądzikowe, które nie mogą się regenerować, jeśli kolagen jest ciągle atakowany.
Pozostaje jeszcze jeden aspekt: czy skóra naczyniowa i trądzik różowaty to to samo? Nie możemy tych obszarów włączyć nawet do jednej kategorii, bowiem naczyniowość skóry to jej cecha, z którą możemy pracować, a trądzik różowaty to przewlekła jednostka chorobowa skóry, która może być w fazie zaostrzenia lub wyciszenia.
Naczyniowość nie jest przewlekła – to pewna predyspozycja czy odpowiedź skóry na czynniki zewnętrzne, w tym stosowane kosmetyki. Nierzadko poziom unaczynienia jest dziedziczny, co może sprzyjać pojawianiu się rumienia, pajączków, a nawet trądziku różowatego w przyszłości, jeśli skóra nie jest odpowiednio zadbana. Jeśli uda się wyregulować pracę naczyń od razu po zauważeniu problemu, skóra może nie wykazywać swoich cech pierwotnych.
Trądzik różowaty to choroba, która pojawia się zazwyczaj wraz z wiekiem – objawia się utrwalonym rumieniem w centralnej części twarzy, wykazuje nadwrażliwość na kosmetyki, często pojawia się pieczenie i kłucie nawet przy kontakcie z wodą, obecne są czasem zmiany zapalne niemożliwe do wyciśnięcia. Może być tak, że dana osoba ma skórę naczyniową, wrażliwą, reaktywną od urodzenia i nie stosuje odpowiednich preparatów, nie unika czynników zapalnych, przez co problem się pogłębia i utrwala, co prowadzi do choroby przewlekłej. Takie zmiany zazwyczaj budują się latami, jednak przy predyspozycji genetycznej mogą się one pojawić znacznie szybciej.
Co działa?
Podstawą zdrowej skóry jest zdrowa i szczelna bariera hydrolipidowa. To trochę, jak z domem – jeśli fundamenty są słabej jakości, to cokolwiek zostanie położone wyżej będzie wymagało ciągłej naprawy, a finalnie całość się zawali. Naczynia krwionośne na twarzy położone są dosyć płytko, ale to, co wpływa na ich widoczność to grubość skóry i jej zewnętrznej warstwy lipidowej. Dlatego im lepiej uszczelniona bariera, tym mniej wody ucieka ze skóry i tym mniej podrażnień.
Regulacja naczyń zarówno od wewnątrz przez zwiększenie podaży antyoksydantów, jak i od zewnątrz przez podanie substancji uszczelniających (za pomocą jakościowych kosmetyków czy mezoterapii igłowej) zdecydowanie przyspieszy pojawienie się jednolitego koloru skóry. Substancje takie, jak astaksantyna, acetylocysteina, glutation, heparyna, rutyna i witamina C są niezawodne w uszczelnianiu i regulacji pracy naczyń.
Kontrola stanu zapalnego to często zapomniany temat, a jak podstawowy. Wszelkie substancje drażniące wywołujące stan zapalny lokalnie na skórze, czy dieta prozapalna będą powodowały totalny chaos w ciele. Wtedy priorytetem jest wyciszenie mikrostanów zapalnych i nierównowagi w mikrobiocie jelitowej i skórnej oraz wyeliminowanie czynników drażniących. Dotyczy to również zabiegów agresywnych – nie ma na nie miejsca, jeśli skóra jest zaburzona.
Nieodłącznym elementem jest fotoprotekcja, która podpina się pod poprzedni punkt. Należy pamiętać, że promieniowanie UV bardzo silnie wzmaga stan zapalny w zaburzonej już skórze. SPF przez cały rok to klucz, ale dla skór naczyniowych czy wrażliwych pomocne mogą okazać się kremy z filtrem dla osób zmagających się z trądzikiem różowatym – te zawierają zazwyczaj więcej filtrów fizycznych, które tworzą barierę odbijającą promienie słoneczne, a nie pochłaniającą je oraz często mają dodane substancje łagodzące i delikatnie chłodzące, co daje ulgę w pieczeniu.
Zima obnaża słabości skóry – niska temperatura, suche powietrze, gwałtowne zmiany środowiska nasilają rumień i sprzyjają utrwaleniu zmian zapalnych. Jednak odpowiednio prowadzona terapia gabinetowa z indywidualnie dobraną pielęgnacją i zmianą nawyków potrafią znacząco poprawić kondycję skóry.
Tekst przygotowała:
Wiktoria Chromik – kosmetolog w Klinice SKINSPACE
